![]() |
||||||
![]() |
Opowiadania
|
![]() |
||||
Na wstępie:Na tej prostej stronie będą się ukazywały mojeopowiadania fantasyPostaram się dodawać jeden wpis dziennie, ale czasu dosyć mało więc z tym może być krucho. Możecie komentować moją twórczość w podstronie komentarze, do której link znajdziecie na dole. A więc miłej lektury!_____________________________ Sorry że 15 nic nie dodałem, za to dzisiaj dwa razy dłuższe (16.04.07) Opowiadanie I, Zabójca w LustrzeWiedżma mieszkała w majej chatce położonej dwie mile od drogi. Pomimo deszczu już z daleka widać było słabe światło w oknie, a w jakiś cudowny sposób z kominka na murowanym dachu ulatywał dym. Fielgus zsiadł ze swojego konia, po czym podszedł do drzwi. Już miał zapukać, gdy wrota otworzyły się i Solver ujrzał starą, zaniedbaną kobietę, o siwych, sterczących dziwnie włosach i zielonych oczach. Cała twarz usiana była pryszczami i zniekształceniami. - Witaj ponownie, Euredyko - rzekł Fielgus, kłaniając się lekko - Pozwól, że przectawię ci sir Solvera, mego bliskiego znajomego. Czarownica Euredyka przeniosła wzrok z arcymaga na młodego wojownika i Ademunigus poczuł się nagle dziwnie. Wydawało mu się, że wiedżma potrafiła czytać mu w myślach, ale gdy się otrząsł już na niego nie patrzyła. - Daruj sobie te uprzejmości. - rzekła sykliwym głosem do Fielgusa - Wiem czego szukacie i im prędzej GO znajdziecie, tym mniej siły stracę na palenie tego ogniska w kominku. Euredyka wpuściła ich do środka, po czym wskazała dwa, obskórne fotele stojące w rogu małej chatki. Solver usiadł w jednym z nich i po chwili tego pożałował, bo fotel załamał się pod jego ciężarem - Głupiec - syknęła Euredyka, machając drewnianą różdżką i naprawiając fotel. Po chwili usiadła w swoim, który stał po drugiej stronie, tuż przy wielkim garnku, standardowym dla starych wiedżm mieszkających na odludziu. Solver przysiągłby, że widział w nim ludzką rękę. - Fielgusie - zaczęła Euredyka, patrząc raz na jednego raz na drugiego - wiem, kto zabił twojego pana i kto stoi za tymi zmianami w całej prowincji. Ty także, powinnieneś wiedzieć, stary idioto, ale widać twoja pamięć jest zbyt ,,elitarna" by zaprzątać sobie miejsce na proste chłopskie legendy. A widzisz, w nich jest zawsze ziarno prawdy. Wiedżma odchyliła się w krześle, zamknęła oczy i powiedziała, spokojnym i głębokim głosem: - Dawno, dawno temu spotkałam się z tą legendą, gdy moja matka opowiadała mi ją wtedy, gdy byłam niegrzeczna. Straszyła mnie złem, które przyjdzie, gdy zrobię coś złego. Nigdy nie wierzyłam w jej opowieść, ale pracując niedawno nad pewnym eliksirem natrafiłam na dziwną księgę. W środku znalazłam właśnie tą opowieść, lecz bardziej rozbudowaną, a także zaopatrzoną w magiczne runy. Zrozumiałam, że to nie jest bajka. Naprawdę istnieje Zabójca Horradu, Pan Deszczu i Władca Jaszczuroludzi. Na początku nie za bardzo zrozumiałam, że jego leże znajduje się właśnie w Hutar. Zignorowałam to zagrożenie, ale nie miałam podstaw by się tym przejmować. W końcu od stuleci był uwięziony w swojej własnej jaskini, a sposób obudzenia go jest strasznie skomplikowany. Widać jednak ktoś chciał się pomęczyć. Gdy tylko ujrzałam, iż ta ulewa nie skończy się w ciągu najbliższych dni, zrozumiałam, że ktoś go obudził Euredyka otworzyła oczy i zamyśliła się. Fielgus chwilę myślał po czym zapytałsię: -Euredyko, w jaki sposób odkryłaś kto zabił Lorda Codruna? Wiedżma uśmiechnęła się, oparła swoją głowę na ręce i rzekła: - Nie powiedziałam jeszcze wszystkiego, magu, a ty nawet nie dasz starej kobiecie dokończyć. Zabójca Horradu jest znany z tego, że zwykły śmiertenlnik nie jest w stanie go ujrzeć. A podobno wszyscy zapewniali, że nikt nie mógł się dostać do zamku. Kto zabił strażnika, jeśli stał pod drzwiami hrabii? Tak, to na pewno Zabójca Horradu. Solver myślał chwilę, po czym spojrzał na wiedżmę i zapytał się: Gdzie możemy go znależć? Opowiadanie I, Zabójca w LustrzeSolver szedł prez główny hol zamkowy, a stuk jego ciężkich butów słychać było nawet poza tą salą. Cała służba, którą zawsze można było spotkać o tej porze dnia, gdzieś zniknęła. Skierował się w stronę pozłacanych, wielkich schodów wiodących do głównej sali w zamku, gdzie hrabia przyjmował gości i posłańców. Pomieszczenie było olbrzymie, sama ,,podróż" pomiędzy wejściem a tronem Lorda trwała conajmniej minutę. Podłoga była z marmuru, a po lewej i prawej stronie stały tarasy, do których wiodły schody zbudowane w narożnikach sali. Nad tronem widać było 2 czarne flagi. Solver podszedł do tronu i wzrokiem poszukał jakiejkolwiek żywej postaci. Nie spostrzegł nikogo, więc usiadł w jednym z gościnnych krzeseł na środku sali. Czekał chwilę, aż w pewnym momencie drzwi na jednym z tarasów otworzyły się i wyszła młoda elfka o długich, czarnych włosach. Była ona ubrana w czarną suknię, co bardzo zaniepokoiło Solvera. Ademunigus wstał, poczekał aż dama zejdzie po schodach, po czym podszedł do niej. - Witaj, Jaśnie Pani - rzekł półelf, kłaniając się w pas. - Przybyłem tu, gdyż szukam lorda Codruna, czy zastałem go w zamku czy może wyjechał? - Kobieta spojrzała smutnym wzrokiem na Solvera, po czym rzekła: - Przykro mi, Sir Solverze, ale twój przyjaciel i druh, hrabia Codrun, nie żyje. Krew odpłynęła Ademunigusowi z twarzy. Wojownik wyprostował się, po czym martwym głosem powiedział: - Jak Lord Codrun umarł? - Nie umarł, został zamordowany. - Co?! Przez kogo? - Tego niestety nie wiemy. Zginął w raz ze swoim ochroniarzem w swoich komnatach. Solver zamknął oczy, po czym odwrócił się i oddchodząc powiedział, że musi chwilę pomyśleć. Usiadł powoli na krześle, z którego chwilę wcześniej wstał i podparł głowę prawą ręką na stoliku stojącym obok. ,,Codrun nie żyje... Tak jak jego posłaniec... O co tu chodzi?" - pomyślał Ademunigus. Zastanawiał się, kto mógł zabić hrabię, lecz po chwili zdał sobie sprawę, że lista potencjalnych zabójców byłaby zbyt długa, gdyż hrabia swoją bezwzględną polityką wyrobił sobie wielu wrogów. Nie tolerował korupcji ani innych przestępstw jak jego poprzednik, co spowodowało znaczną zmianę w całej prowincji. Nagle przestępczość przeniosła się spowrotem w ukrycie. Solver podniósł wzrok i zauważył, że elfka po cichu wyszła. ,,Dobra, Codrun nie żyje, ale moim obowiązkiem jest pomścić jego śmierć. Kto mógłby mi pomóc odnależć zabójcę?" pomyślał półelf, po czym wstał szybko z krzesła i skierował się w stronę wyjścia. Nie doszedł jeszcze do drzwi na główny korytarz, gdy usłyszał swoje imię wymawiane zmęczonym, lecz przekonującym głosem. Solver odwrócił się i ujrzał nadwornego arcymaga Fielgusa schodzącego po schodach z przeciwnego tarasu. Fielgus był starym człowiekiem i urzędował na dworze Eutomne od kilkudziesięciu lat. Miał krótkie, siwe włosy, zgolony zarost a chodził ubrany w długą czerwoną szatę z herbem Hutar na niej. na plecach założoną miał długą laskę magiczną, którą, jak się Solver przekonał w trakcie wojny, potrafił wywrzeć ,,piorunujące" wrażenie na przeciwnikach. Ademunigus podszedł do przyjaciela. - Witaj, Fielgusie - rzekł Solver, gdy zbliżył się do arcymaga. - Twój widok rozświetla mą duszę, lecz jestem załamany śmiercią Sir Codruna. - - Jak my wszyscy, młody Ademunigusie. Lecz już czas na odłożenie szat żałobnych na bok, zapomnijmy o łzach i cierpieniu, gdyż nadszedł czas na zemstę. Nie możemy pozwolić ujść sprawcy płazem. - W pełni się z tobą zgadzam, lecz ciężko nam będzie znależć zabójcę. - Na szczęście nie aż tak trudno. Znam pewną wiarygodną czarownicę, która potrafiłaby nam pomóc. Planowałem wyruszyć, lecz teraz spotkałem ciebie i proponuję ci, byś pojechał ze mną. - Oczywiście, Fielgusie, z chęcią z tobą pojadę. Nie ma czasu do stracenia, jak daleko mieszka ta wiedżma? Dwie jedyne poruszające się sylwetki w olbrzymiej ulewie i mgle, z daleka wydawałoby się, że to jakiś statek płynie po rzece, lecz gdyby się zbliżyć, zobaczyłoby się, że to dwa konie z jeżdżcami powoli jechały Środkowym szlakiem. Mimo, iż był środek dnia, pogoda usilnie starała się zmazać cykl dnia i nocy, zamieniając całe tereny na podmokłe torfowiska i bagna. Takie warunki to raj dla błotnych stworzeń takich jak trolle i jaszczuroludzie, których kilka osobników czekało na zbliżających się wędrowców w bagnie po prawej stronie drogi. Solverowi powoli zaczynał doskwierać deszcz, gdyż jego płaszcz był cały przemoczony i jakikolwiek ruch całym ciałem był niezwykłym wysiłkiem, mając na plecach płachtę ważącą dodatkowe kilka kilogramów. Pozatym przemakająca woda zalewała jego lekką zbroję, a Ademunigus nie za bardzo lubił walczyć przemoczony. A czuł zbliżającą się walkę. Powoli odwrócił głowę w stronę Fielgusa, który także wyczuł zagrożenie i obydwaj zatrzymali konie. W tym samym momencie rzuciło się na nich kilkanaście jaszczuroludzi i trolli. Solver zeskoczył z konia i jednym szybkim ruchem wyciągnął długi miecz z pochwy. Zamachnął się i zmiażdżył nabiegającego wroga, małego wojownika jaszczurów, którego mała maczuga była niczym kamyczek na drodze lawiny. W tym czasie Fielgus wyszeptał kilka słów, a gdy zakończył zaklęcie, potężna fala zwaliła z nóg kilku wrogów, wrzucając ich do bagna. Ademunigus zablokował cios toporem wymierzony dosyć celnie przez jednego błotnego wojownika, po czym wbił swoje ostrze w brzuch jaszczuroczłowieka. Szybko wyciągnął miecz i jednym cięciem powalił innego wroga. Zauważył zbliżających się trudniejszych przeciwników, kilku trolli o potężnej budowie. Była to rasa o wiele wyższa od przeciętnego człowieka i tylko najwyżsi dorównywali młodym trollom wzrostem. Solver zamarkował uderzenie od dołu i odciął jedną rękę najbliższemu paskudztwu. Jaszczuroludzie nie spodziewali się spotkać tak potężnych przeciwników i już po chwili uciekali w stronę bagien i jezior, zostawiając na polu walki ich dalekich kuzynów, trolle. Także te nie były realnym zagrożeniem dla potężnego maga i silnego wojownika, którzy szybko eliminowali kolejne bestie. Po kilkunastu minutach walka była skończona. Opowiadanie I, Zabójca w Lustrze
Potężny biały rumak gnał szosą w stronę stolicy Hutar, małego miasta Eutomne. Siedząca na koniu postać była zakryta niebieskim płaszczem, a na głowie miała kaptur, który chronił ją od nieustającego od dwóch dni deszczu. Pomimo iż droga była podmokła i warunki wprost straszne do jazdy, biały wierzchowiec zdawał się tego niezauważać i wydawało się że lewituje nad gruntem. Powoli znikały pola i równiny, a na horyzoncie pojawiało się Eutomne. Miasto było w sumie zamkiem, dosyć okazałym z kilkoma basztami i czterema wieżami, każda w jednym rogu twierdzy. Dookoła wznosił się mur, a pod murem stało spore podgrodzie. Jeżdziec nie zauważył na codzień widocznych z daleka flag z herbem Hutar powiewających na murach, magicznie zaczarowanych by wiały nawet w bezwietrzny dzień i w trakcie najstraszliwszej burzy. Z fosy powoli zaczynała się wylewać woda, a deszcz w trakcie zbierania plonów na pewno sprowadzi nieszczęśćie na lud całej prowincji. W końcu jeżdziec dojechał do podgrodzia i zatrzymał konia. Chwilę patrzył na zamek lorda Codruna, który tego dnia wydawał mu się smutny i ponury. Ponownie chwycił za wodze konia i wolnym tępem skierował go w stronę bramy do fortu. Gdy strażnik przy wejśćiu zauważył nadjeżdżającą postać, rzucił krótkie spojrzenie swojemu kompanowi stojącemu po drugiej stronie mostu zwodzonego i obydwaj stanęli dokładnie pośrdoku blokując przejśćie. - Stój - zawołał jeden z nich, kierując swoją halabardę w stronę rumaka nadjeżdżającej postaci. - Kim jesteś i czemu przyjeżdżasz do Eutomne?? - Jeżdziec zatrzymał swojego konia, po czym wolnym ruchem sciągnął kaptur z głowy. Oczom strażników ukazała się młoda twarz, dobrze im zresztą znana. Był to wysoki pół-elf pół-człowiek o czarnych włosach i rozpoznawalnej bliżnie po silnym poparzeniu na lewym policzku. - Witamy, Sir Solver. - powiedział strażnik, cofając swoją halabardę i schodząc na bok. Postać spowrotem nałożyła kaptur na głowę i wjechała na dziedziniec zamku. Czy naprawdę ten humanoid był Ademunigusem Solverem, pierwszym rycerzem lorda Codruna, dzieki któremu wojska Hutar wyparły wroga z prowincji 20 lat temu? Dawno nie słyszał, by ktoś go tak nazywał. Od 20 lat do dnia dzisiejszego znany był wszystkim jako Naznaczony i wszyscy go tak nazywali z powodu blizny, którą otrzymał od nekromanty dowodzącego wojskami Zła w bitwie pod Eutomne. Jego kula ognia, którą Solver dostał w twarz, powinna go zabić na miejscu lub spalić żywcem, a zamiast tego rycerz wstał i zabił nekromantę jednym cięciem swojego magicznego miecza. ,,Czy to możliwe, że ci ludzie nadal mnie pamiętają?" myślał Ademunigus, gdy zsiadał z konia przy stajni, a stary stajenny, który przejął jego ogiera Olfa, wprost trząsł się na jego widok. Solver poszedł w kierunku wielkich drewnianych drzwi zamkowych i wszedł do środka. Opowiadanie I, Zabójca w Lustrze Przyroda w prowincji Hutar przygotowywała się do burzy. Wszystkie zwierzęta, obojętnie czy małe czy duże, pośpiesznie rozbiegły się w poszukiwani schronienia przed nadchodzącym deszczem. Drzewa, pod wpływem silnego wichru północnego szumiały na znak zbliżającego się niebezpieczeństwa. Tymczasem ciemne chmury na niebie zakryły słońce i po krótkiej chwili rozpoczęła się silna ulewa. Lord Codrun stał przy wielkim oknie w swojej komnacie. Był to wysoki człowiek, o siwiejących już dosyć długich włosach i pokrytej zmarszczkami twarzy. Miał na sobie wyjątkowo drogie ubrania i magiczny amulet, który raz po raz rozświetlał półciemny pokój czerwonymi błyskami. W oczach sędziwego człowieka widać było cierpliwość, lecz powoli wypieraną przez zdenerwowanie i troskę. Wzrok starca był skierowany na prostych ludzi, którzy starali się jak najszybciej zakończyć swoje prace i schować się przed uciążliwym deszczem w ciepłym schronieniu. Większość zazdrościła pewnie Codrunowi jego wygodnej i egstrewaganckiej komnaty, gdzie magicznie zapalony kominek dostarczał przyjemnego ciepła, a wygodne fotele i kanapa wprost zapraszały do krótkiej drzemki. Mimo to Lord Codrun nie siedział w jednym z tych foteli i nie grzał się przy olbrzymim i ozdabianym kominie. W ogóle nie zwracał na te rzeczy uwagi. Jego myśli błądziły tylko i wyłącznie wokół spraw najwyższej wagi. Wiedział, że tak silna ulewa tylko uszkodzi drogi, co spowolni jego posłańca do sąsiedniej prowincji Tongron. Zdawał sobie także sprawę, że taka pogoda tylko sprowokuje błotne stwory aby wyszły z bagien na drogi, zabijając i torturując złapanych podróżnych. Od jakiegoś czasu życie stało się niezwykle niebezpieczne, a zło niezwykle zuchwałe. Codrun miał wielką nadzieję, że wracający posłaniec rozwiąże jego największe troski. Mniej wiecej w tym samym czasie w przedsionku komnaty Codruna Karengrorn Biały Topór stał pod drzwiami i pilnował korytarza. Był to potężnie zbudowany pół-ork, w ciężkiej zbroi jego ziomków z pokrytym runami toporem na plecach. Na głowie miał zwykły stalowy kask, a w oczach widać było ostrożność i wielkie doświadczenie wiekowe i wojenne. W całym zamku panował spokój, lecz ochroniarz władcy Hutar zdawał sobie sprawę z ostatnich niebezpieczeństw i wolał na wszelki wypadek zachować wszelką ostrożność. Jego wzrok raz po raz błądził po obu końcach korytarza. Nagle Karengrorn usłyszał cichy skrzyp za prawym wejściem do korytarza. Ochroniarz wyporstował się, ostrożnie zdjął topór z pleców, lecz nadal stał przy drzwiach. Po chwilii drzwi otworzyły się, lecz pół-ork nie zobaczył w nich nikogo. - Kto tam - zawołał głośno, a jego potężny głos potoczył się w głąb korytarza. Karengorn nie usłyszał odpowiedzi więc ostrożnie wykonał trzy kroki do przodu, gdy poczuł straszliwy bół na szyi. Spojrzał w dół i zobaczył typową dla orków zieloną krew na swojej szyi szybko wyciekającą z tętnicy. Przez chwilę widział także srebrny nóż, który zniknął niezwykle szybko. Karengorn zdążył jeszcze tylko zdać sobie sprawę co się stało po czym upadł na ziemię i zobaczył ciemność. Codrun szybko odwrócił się gdy usłyszał, że drzwi do jego komnaty się otwierają. - To ty, Karengrornie? - powiedział hrabia i podszedł do drzwi. - Karengrorn jest chwilowo w krainie zmarłych, ja go zastąpie w jego powinnośći - rzekł tajemniczy i skrzekliwy głos wydobywający się znikąd. - Kim Jesteś? - zawołał starzec - Czy to twoje ostatnie słowa, hrabio? - ułyszał jeszcze, po czym nagle przed sobą ujrzał niezwykły nóż. To był ostatni widok jaki ujrzał w swoim życiu. _______________________________________________ Opowiadania Fantastyczne
|
||||||
|
|
||||||
![]() |
Aktualne | Komentarze | Skończone opowiadania |
![]() |
||||
|
|
||||||
|
|
||||||
|
|
||||||
|
|
|
|||||
|
|
|
|
|
|
|
|